Przestrzenie otwarte

Co rzuca mi się w oczy: otwarcie czasoprzestrzeni stosunkowo rzadko jest tu portretowane pozytywnie. Swoboda wydaje się osobom piszącym możliwie przerażająca, wiążąc się z rozpadem rzeczywistości. Na przykład proza poetycka Myszograja – bohater jest zamknięty w nicości, jego jedynym punktem odniesienia są pojedyncze, ulotne bodźce. U Bąka motyw lotu okazuje się destrukcyjny, a nie wyzwalający – pada też świetne pytanie o to, kto wytwarza otaczającą nas pustkę, egzystencja zostaje związana z polityką. Podobna ścieżka rysuje się u Gajdy – to szczęście, że ósmy dzień nie powstał, dziecięcy dryf w kosmosie zaczyna brzmieć jak historia opresji, narodziny entropii pragnie się opóźnić... Nieustannie uderzamy w wątki katastroficzne – może mniej u Łęka Zygmuntównego, gdzie jesteśmy bliżej języka (narracja o „atomowej” mowie jest, swoją drogą, fascynująca). Podsumowaniem tej linii w dziale byłaby recenzja autorstwa Agaty Drozd poświęcona Chameochorom Damiana Kowala. Druga wyrazista linia, którą tu dostrzegam, jest poświęcona dekonstrukcji przestrzeni, ciał i języków – wrażliwości na to, co ulotne i zasłyszane u Kubackiej, kawałkowaniu domu (i wersu) u Smolińskiego, ruchliwej kartografii Dydyny. Pewnym zwieńczeniem byłaby chyba recenzja książki Szymona Biry 5 napisana przez Pietrygę, gdzie mowa o konkretności i zarazem nieskończoności numerów. Znakomicie łączy się ta druga grupa z narracją o czasoprzestrzeniach „zamkniętych”, a wątek kosmiczny idealnie zapowiada ostatni dział numeru.

+